|
Indy Site
|
|
|
|
|
Filmy
|
|
|
|
|
Gry
|
|
|
|
|
Książki
|
|
|
|
|
Komiksy
|
|
|
|
|
Publikacje
|
|
|
|
|
Fandom
|
|
|
|
|
Download
|
|
|
| |
|
|
|
Spotkania
|
- Data: 28.06.2008 - VI zlot polskich fanów Indiany Jonesa
- Data: 21.05.2008 - Premiera "Indiany Jonesa 4"
- Data: 01.03.2008 - V zlot polskich fanów Indiany Jonesa
- Data: 29.09.2007 - IV zlot polskich fanów Indiany Jonesa
- Data: 31.08.2007 - Polcon 2007
- Data: 24.02.2007 - III zlot polskich fanów Indiany Jonesa
- Data: 18.11.2006 - II zlot polskich fanów Indiany Jonesa
- Data: 02.09.2006 - I zlot polskich fanów Indiany Jonesa
III zlot polskich fanów Indiany Jonesa
Data: 24 lutego 2007
Lokalizacja: Warszawa, Stary Młynek (obok Paradox Cafe) (mapka)
Liczba uczestników: 8
Lista obecności: Chewie, Fan, Lord Sidious, Mirax, Paul, Piett, Rybkarz1, Szuja oraz... nieobecny Samuel Yellow
Więcej info: na Forum
Raport
W sobotę, dnia 24 lutego 2007 roku miał miejsce III zlot polskich fanów Indiany Jonesa w Warszawie, który początkowo miał się odbyć w Krakowie, ale tam nie chcieli się zgodzić, bo prezydent jest czerwony i oburzył się, że w 4 części Indiany Jonesa głównym wrogiem mają być komuniści. Jak sama nazwa wskazuje, fani zjeżdżali się z każdego zakątka europejskiej części Polski (aż dwie osoby - te z ciepłego Zachodu) i innych kontynentów (reszta) i każdy z nich był mniej lub bardziej podobny do Indiany Jonesa czy innej Lary Croft.
Niektórzy nie potrafili odpędzić się od wrogów, m.in. nazisty w rządowej limuzynie. Inni korzystali z pociętych i wybrakowanych map, by trafić do Paradoxu, jeszcze inni podpalali knajpy, następni mieli manię poszukiwawczą. Byli wreszcie tacy, którzy podrywali każdą zobaczoną panienkę.
Stolica była skuta lodem (jak zwykle, podobno tylko kaczkom podgrzewa się tam chodniki, w końcu według książki do biologii wydanej przez profesora Giertycha, kaczki są obecnie dominującym gatunkiem na naszej planecie i znajdują się na samym szczycie piramidy pokarmowej), wszak na tej półkuli nie ma ocieplenia klimatu, ale na odwrót - ochłodzenie, mamuty, pingwiny, wieczna zmarzlina... Przeskok z ciepłego Wrocławia mógł spowodować ciężki szok termiczny, zwłaszcza gdy miało się w kieszeni detonator termiczny, ale to już zupełnie nie na to spotkanie. Jednak Warszawa nie pozwalała nam marznąć - najpierw uciekaliśmy przed diabłem w czarnym kapeluszu (zarzekał się, że nie wyjdzie z PO, nie wiemy co się koleś tak Przysposobienia Obronnego uczepił, nauczyciel jakiś, czy co?), potem przed Demoniczną Kaczką Zagłady i szwadronem Kaczorów F-16, na końcu przed tym słynnym nazistą, który samochodem rozjeżdżał przechodniów. Sama widziałam, jak Mercedes-Benz pogruchotał komuś kości (normalnie kończyny dolne do amputacji)...
Gdy już zobaczyliśmy egzotyczne palmy i pawie spacerujące wolno po parku (w sumie te pawie to nie spacerowały, a leżały i podobno należały do Sama Yellowa, a kolor ich był taki lekko zielonkawy), stwierdziliśmy, żeśmy na dobre pobłądzili. I tu z pomocą ruszyła ekipa poszukiwaczy, w skład której wchodzili: Szuja Administrator, który zawsze trzymał w zanadrzu bana (nie, nie banana, zboczeńcy! Ale ciekawostką jest, iż nieopodal ulicy Wiejskiej znajduje się pomnik Zboczeńca z bananem, w sumie dobrze, że nie z kamerką, bo o zboczeńcach z kamerkami można przeczytać tutaj: http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=94845; inna sprawa, że Szuja potrafi się zgubić nawet we własnym muzeum), Mirax Kichająca o Stu Chusteczkach Higienicznych, Admirał Piett z flotą stateczków poskładanych z chusteczek Mirax, rybkarz1 i rybkarz2, znany także jako Paul, oraz fan i jego samopodpalająca zapalniczka. Potem doszedł do nas Sam we własnej osobie. Najpierw myśleliśmy, że to zwykły ćpun i pijak, który chce wymędzić od nas kasę na alkohol, potem zaczął jednak opowiadać, gdzie to on nie był (jak fan powiedział coś o bunkrach, Sam od razu zabrał głos i powiedział, że właśnie wraca z Wilczego Szańca, gdzie wykopał bursztynową komnatę). Cały ten tłum wyratował nas ze straszliwej opresji i doprowadził bezpiecznie do knajpy. Miał być Paradox, ale ponieważ fan wcześniej puścił go z dymem, trzeba było się rozsiąść w Starym Młynku. Fan zresztą nie mogąc słuchać historii Sama, zwłaszcza o tym ile to panienek w każdym mieście zaliczył, ile skarbów wykopał, ilu nazistów wyrolował, i jak walczył z komuną oraz był agentem SB, bawił się aparatem i przestawił Szuji język na słoweński. Potem dla niepoznaki, że to niby niechcący, robił zdjęcia trzymając aparat niby do góry nogami. Nie wiadomo po co zabrał też ten aparat do ubikacji, Szuja musiał potem część zdjęć ocenzurować.
Zmęczeni podróżnicy zamówili napitki i jadło i przy akompaniamencie ludowej gitary i skrzypiec zaczęli prowadzić mądre dysputy na tematy okołoindianojonesowe. Jadło niestety do najlepszych nie należało, prawdę mówiąc smakowało gorzej niż wyglądało, a wygląd przypominał szlaczki pijanego fana w czasach podstawówki.
Spotkanie zakończyło się dość szybko - po wyjściu obu rybkarzy wszystko się rozpadło, każdy chciał już pójść i ostatecznie wielu z nas trafiło pod kino Iluzjon, gdzie Freedon sprzedawał bilety. Chyba tylko fan poszedł w inną stronę, ale tamta część Warszawy już spłonęła. Musieliśmy też zgubić Samuela, bo niestety po kilku piwach zrobił się dość natrętnym towarzyszem, obłapywał kogo się dało, sikał, kradł i klął oraz pokazywał pamiątkowe zdjęcie z posłem Łyżewsikowskim.
Słowem zakończenia dziękuję wszystkim obecnym za spotkanie i nieobecnym za to, że można było o nich pogadać i wypić kolejnego browarka za ich zdrówko. Do następnego.
autorzy: Chewie i Lord Sidious
Galeria
| |
| |
|
|
Sonda
|
|
| |
Zagłosuj !
|
|
|
|
Reklama
|
|
|
|
Nagrody
|
|
|
|