Indiana Jones Site
       Indy Site
 Newsy
 Forum
 Indiana Jones Wiki
 Bannery i buttony
 Linki
 Chcesz pomóc?
 Konkursy
 O stronie
 O autorze
 Mapa strony
 Kontakt
       Filmy
 Poszukiwacze
    Zaginionej Arki

 Świątynia Zagłady
 Ostatnia Krucjata
 Królestwo Kryształowej
    Czaszki

 Przygody młodego
    Indiany Jonesa

 Indy na DVD
       Gry
 Last Crusade
 Fate of Atlantis
 Infernal Machine
 Emperor's Tomb
       Książki
 Wydane w Polsce
 Wydane za granicą
       Komiksy
 Wydane w Polsce
 Wydane za granicą
       Publikacje
 Artykuły
 Wywiady
 Poradniki
       Fandom
 Opowiadania

 Skarb Chaldejczyków
 Zaginiony Skarb Templ...
 Miecz Mahometa
 Ostatnie Kamienie San...
 Sztylet Króla Pernokliusa  Szkarłatna Włócznia
 Święte Skrypty Biblii
 Taniec Śmierci
 Pierwsza Wyprawa
 Galeria
 Filmy
 Kolekcje
 Fanklub
       Download
 Filmy
 Muzyka
 Tapety
 Napisy
 Ikony, kursory i czcionki
 Avatary

  Opowiadania
Indiana Jones i Sztylet Króla Pernokliusa
Niedziela, 24 września 2006

Prolog

    Sala wykładowa Uniwersytetu Columbia, 19 maja 1948

    - Profesorze Jones, proszę nam opowiedzieć o pana wyprawie do Meksyku w poszukiwaniu manuskryptów Majów - pytanie jednego ze studentów nieco zaskoczyło Indianę.
    - Już wam to opowiadałem...
    - Jednak wiele osób nie słyszało - studenci nie dawali za wygraną.
    - No, dobrze... A więc... Prowadziliśmy badania nieopodal miejscowości Muchacos przy granicy z Gwatemalą, gdzie mieliśmy przeszukać świątynie Azteków. W jednej z nich...
    Nagle drzwi do sali otworzyły się. Stała w nich sekretarka rektora uczelni, panna Smith.
    - Przepraszam, panie profesorze, ale profesor Conley kazał pana wezwać.
    - Przyjdę zaraz po wykładzie... - odpowiedział sekretarce Indy. - Na czym to skończyłem?
    - Profesor Conley mówi, że to ważne - uśmiech panny Smith znikł.
    - Grrr... No, dobrze - rzekł poddenerwowany Indy i spojrzał na swych studentów. - Przepraszam was.
    Po chwili Indiana rozmawiał już z rektorem Uniwersytetu Columbia.
    - Panie profesorze, właśnie prowadzę zajęcia... - zaczął nieśmiało Indiana.
    - Nie dyskutuj, Jones. Mamy dofinansowanie z Departamentu Kultury. Musimy znaleźć pewien artefakt... sztylet czy coś w tym rodzaju.
    - Dlaczego interesuje się tym rząd? - zapytał Indy, choć domyślał się odpowiedzi.
    - Bo tego artefaktu szukają też Rosjanie. Nie można pozwolić, by odnaleźli go jako pierwsi. Przyjechał do nas minister, więc porozmawiaj z nim.
    Po chwili do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i czerwony krawat.
    - Dzień dobry, nazywam się Michael O'Connel.
    - Doktor Jones - Indiana uścisnął dłoń ministrowi.
    - Rozmawiałem z profesorem Conleyem i stwierdził on, że jest pan najodpowiedniejszą osobą do poszukiwań artefaktu - O'Connel zaczął prosto z mostu.
    - Jakiego artefaktu? - zaciekawił się Indy.
    - Chodzi o sztylet Króla Pernokliusa. Miał on być darem Króla Erythes dla Kleopatry. Jego królestwo znajdowało się w granicach dzisiejszej Etiopii.
    - Dlaczego nigdy nie słyszałem o tym królestwie? - Indy podrapał się w głowę.
    - Fakt istnienia królestwa i samego artefaktu jest nam znany z manuskryptów odnalezionych w jaskiniach chrześcijan koptyjskich w Etiopii.
    - Przecież Kleopatra panowała przed powstaniem chrześcijaństwa.
    - Prawdopodobnie chrześcijanie koptyjscy przejęli religię od mieszkańców Libanu i Syrii, z którymi utrzymywali kontakty handlowe. Oni już wcześniej wierzyli w jednego Boga i odróżniali się etnicznie od reszty ludności Etiopii - wyjaśnił O'Connel.
    - Kto znalazł te manuskrypty?
    - Pierwszy został odnaleziony przez rosyjskiego naukowca Borysowa. Po tym odkryciu europejscy badacze finansowani przez brytyjski i amerykański rząd odnaleźli następne dokumenty w Etiopii i Sudanie.
    - W Sudanie? - zdziwił się po raz kolejny Indiana.
    - Tak, aczkolwiek nie wiemy, w jaki sposób się tam znalazł.
    - I mimo to chcecie znaleźć ten artefakt przed rosyjskimi archeologami? To skąd dowiedzieliście się o znalezisku Borysowa?
    - Ponieważ uciekł Rosjanom i przypłynął do Ameryki na statku przewożącym ropę. Podzielił się z nami informacjami w zamian za azyl i finansowanie jego dalszych badań - minister ponownie zaskoczył Jonesa.
    - To wiele wyjaśnia.


Rozdział I
Manuskrypty

    Tydzień później Indy był już gotowy do wyjazdu. Wcześniej zebrał czteroosobową ekipę, która wraz z nim miała odnaleźć tajemniczy sztylet. Był to doktor Antony Fowlett, znakomity archeolog, historyk, znawca kultury staro-arabskiej, staro-indyjskiej i hellenistycznej oraz trzech najlepszych studentów Indiany: Carol, Kate i Mary.
    Najpierw Indy postanowił pojechać do Sudanu. Ekspedycja wyleciała porannym samolotem z lotniska w Nowym Jorku. W Londynie poszukiwacze przesiedli się na samolot do Kairu. Stamtąd pociągiem dojechali do Chartumu, stolicy Sudanu. Na miejscowym Uniwersytecie znajdował się właśnie manuskrypt, który mówił o Królestwie Ethers.
    Uniwersytet powstał w 1903 roku i skupiał specjalistów z dziedziny historii Afryki Północnej. Doktor Jones musiał spotkać się z brytyjskim badaczem katolickich kościołów wschodnich, profesorem Douglasem. To on odnalazł w Sudanie manuskrypt. Największą ciekawość budziła jednak w Douglasie Etiopia. To jedyne miejsce, gdzie mieszka tak dużo Chrześcijan i Żydów wśród Muzułmanów w Afryce.
    Indy poszedł do uniwersytetu zostawiając swoją ekipę w pobliskim hotelu. Dowiedział się, że może znaleźć profesora Douglasa w jego gabinecie, toteż właśnie tam się skierował.
    W gabinecie stało tylko jedno biurko, duża szafa i dwa krzesła. Ściany były odrapane, a z sufitu odpadał tynk.
    - Dzień dobry, panie profesorze - powiedział Jones.
    Zza zawalonego papierami biurka wychylił się niewielki brunet, rozczochrany i widocznie niewyspany.
    - Dzień dobry... Z kim mam przyjemność? - zapytał.
    - Nazywam się doktor Jones. Przyjechałem tu ze Stanów Zjednoczonych i chciałbym obejrzeć... pewien manuskrypt - z naciskiem powiedział Indiana.
    - Zostałem poinformowany o tym, że przyjedzie ktoś z Ameryki. Proszę, oto on - Douglas podał Indy'emu manuskrypt, który właśnie sam czytał.
    Indiana uważnie przyjrzał się dokumentowi. Język, w którym ten dokument został napisany, nie był mu znany.
    - Jaki to język? - zapytał Jones.
    - Staro arabski, ale znajdują się tu także słowa aramejskie i hebrajskie. Niezwykłe, prawda? Hebrajczycy musieli utrzymywać intensywne kontakty handlowe z mieszkańcami dzisiejszej Etiopii. I to jeszcze przed naszą erą.
    - Ma pan tłumaczenie tego tekstu, panie profesorze?
    - Oczywiście, mojego autorstwa - powiedział z dumą Douglas.
    Indiana Jones przeczytał tłumaczenie manuskryptu, porównując je w myślach z dokumentami znalezionymi w innych miejscach. Tekst mówił o tym, jak król Pernoklius wraz z orszakiem wkroczył do Memfis, gdzie przebywała Kleopatra. Władca Erythes przekazał królowej Egiptu sztylet wykonany w całości ze złota, z rękojeścią wysadzaną kamieniami szlachetnymi. Na sztylecie widniał wyryty napis "W opiekę Królowej Nilu siebie oddaję".
    Indy natychmiast postanowił jechać do Etiopii, aby tam odnaleźć kolejne manuskrypty, które - być może - przekazałyby więcej informacji.
    - Profesorze, jedziemy teraz do Etiopii. Chciałbym jednak jeszcze zapytać o ten manuskrypt. Jak on mógł się tu znaleźć?
    - Znalazłem go w niewielkiej świątyni na obrzeżach stolicy. Myślę, że chrześcijanie z Etiopii mogli tu przyjechać, chcąc nauczać swojej religii. To oni mogli przywieźć manuskrypt, który zawierał ich tradycyjną legendę. Prawdopodobnie było to około V wieku naszej ery.
    - Skąd te przypuszczenia?
    - Były tam naczynia z malunkami podboju Kartaginy przez Wandalów, a Arabowie zamieszkujący te ziemie handlowali ze światem rzymskim głównie przez ten właśnie port. Doktorze Jones, czy mógłbym razem z wami uczestniczyć w wyprawie do Etiopii?
    - Oczywiście, mamy bogatego sponsora - z uśmiechem odparł Indy.


Rozdział II
Goście

    Nazajutrz ekspedycja z Uniwersytetu Columbia oraz profesor Douglas wyruszyli z Chartumu do Addis Abeba, stolicy Etiopii. Transport był utrudniony bowiem droga prowadziła przez liczne pustynie i mało gdzie była utwardzona. Na zmianę jechali pociągiem, samochodem lub na wielbłądach. Po przybyciu do stolicy grupa poszukująca artefakt zamieszkała w niedużym, parterowym hotelu "Aperso". Był to najbardziej luksusowy hotel w mieście, lecz nie zasługiwał na więcej niż dwie gwiazdki. Nie było tu nic poza skromną recepcją, kilkunastoma pokojami jedno- i dwuosobowymi uraz nędznej knajpki. Indy postanowił jednak skorzystać z tego lokalu.
    W środku było ciemno. Jedynie przy barze paliła się żółta żarówka bez żadnej osłonki. Gruby, obleśny barman z długą brodą czytał gazetę, która nie wyglądała na dzisiejszą. Indy głodny po podróży postanowił zamówić ciepły posiłek, a że nie miał wyboru, wybrał jedyną dostępną potrawę, której nazwy nie sposób zrozumieć, gdyż w karcie na tablicy-cenniku wszystko było w języku amharskim. Miał większy wybór w trunkach, jednak nie chciał wybierać niczego mocniejszego, więc zamówił wodę. Barman znał podstawy angielskiego i łamaną angielszczyzną przyjął zamówienie doktora. Po posiłku Indiana postanowił przejść się po mieście. Gdy oddalił się od hotelu, poczuł że ktoś go obserwuje. Wkrótce zauważył, że śledzi go dwóch mężczyzn. Skierował się ku wąskim uliczkom, gdzie wszedł do jakiś otwartych drzwi. Zdezorientowani mężczyźni zatrzymali się nieopodal drzwi, za którymi ukrył się Jones i zaczęli się naradzać. Jako, że Indy znał rosyjski, szybko zrozumiał zamiary tajemniczych mężczyzn...
    Profesor Douglas leżał już w łóżku. Nagle usłyszał jakieś dźwięki w sąsiednim pokoju, który zajmowali Jones i Fowlett. Zaniepokojony postanowił sprawdzić, co się dzieje. Wyszedł na korytarz i ujrzał lekko uchylone drzwi pokoju sąsiadów. Wewnątrz zobaczył skrępowanego profesora Fowletta. W pokoju był olbrzymi bałagan - wszystkie rzeczy były porozrzucane na podłodze. Douglas szybko uwolnił Fowletta.
    - Co tu się stało?
    - Byłem w łazience, goliłem się i... ktoś wszedł. Myślałem, że to Jones, ale... później ocknąłem się już związany.
    - Jones wyszedł i jeszcze nie wrócił. Pójdę sprawdzić czy dalej siedzi w ba... - nagle drzwi do pokoju otworzyły się. - O, wreszcie pan jest, doktorze Jones. Mieliśmy gości!
    Następnego ranka Indy postanowił odesłać do domu część ekspedycji. Trzej studenci wrócili najbliższym samolotem do Stanów. Indiana Jones był przyzwyczajony do nieoczekiwanych sytuacji w swojej pracy, ale nie mógł na to narażać swoich studentów.
    Po obiedzie wraz z Douglasem postanowili pójść do jedynego ośrodka archeologicznego, na którego działanie wyraził zgodę król Etiopii. Znajdowali się tu miejscowi badacze, a także Amerykanie, Brytyjczycy, Włosi i Szwedzi. To właśnie oni znaleźli kilka manuskryptów na terenie Etiopii. Wszystkie te dokumenty znajdowały się właśnie w tym ośrodku. Bedąc na miejscu Jones przeczytał tłumaczenia sporządzone przez tutejszych archeologów. Większość zawierała zbliżoną treść do manuskryptu znalezionego w Sudanie. Jonesa najbardziej jednak zaciekawił jeden dokument. Był on napisany w języku tigrina, języku używanego jedynie przez mieszkańców Erytrei, prowincji Etiopii. Poruszał on pochodzenie królewskiego rodu władającego Etiopią od Salomona i Saby. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyż tak swoją władzę legitymuje król tego państwa, jednak w tym manuskrypcie była mowa o Sarze, siostrze Menelika I, pierwszego króla Etiopii, która to miała założyć ród władający częścią Etiopii, Erythes. W dalszej części tego manuskryptu Indy znalazł informacje o królu Pernokliusie, potomku Królowej Sary. Był tam napisany dokładny przebieg ceremonii przekazania sztyletu Kleopatrze. Jednak Indy'ego najbardziej zaciekawiło ostatnie zdanie, które oznajmiało, iż sztylet ten został wysłany do stolicy Aleksandra.
    - Co może oznaczać to ostatnie zdanie? - zapytał Jones.
    - Myślę, że chodzi o Aleksandrię - założoną w Egipcie przez Aleksandra Macedońskiego. To właśnie po jego śmierci do władzy doszedł ród Ptolemeuszy, którego przedstawicielką była Kleopatra VII - odparł Douglas.
    - Musimy zapytać doktora Fowletta. Jest doskonałym znawcą kultury hellenistycznej.
    Indy wraz z Douglasem powrócili do hotelu. Usiedli razem z doktorem Fowlettem przy stole. Nie chcieli opuszczać hotelu, gdyż obawiali się wizyty nieoczekiwanych gości. Tylko Indy miał broń - Webleya, z którym nigdy się nie rozstawał.
    - Fowlett, w manuskrypcie było napisane, że Kleopatra swój sztylet wysłała do stolicy Aleksandra. Też uważasz, że chodzi o egipską Aleksadrię?
    - Na pewno - rzekł Fowlett. - Inne Aleksandrie znajdowały się pod władzą innego rodu, który tak jak ród Ptolemeuszy miał swój początek od jednego z generałów Aleksandra Wielkiego. Jednak te rody zwalczały się, dlatego też Kleopatra nie wysłałaby tego artefaktu do wroga.
    - Chyba musimy tam pojechać - stwierdził Indiana Jones.
    - A swoją drogą - powiedzał Fowlett. - Skąd masz tego Webleya? Jak to możliwe, że pozwolili ci go wziąć na pokład samolotu?
    - No wiesz - odrzekł Indy z uśmiechem. - Trzeba tylko...
    Indy przerwał, gdyż nagle w hotelu rozległ się krzyk.
    - To na pewno komuchy, którzy mnie wczoraj śledzili. Wychodzimy przez okno! - krzyknął Jones.
    Po wyjściu z hotelu Indy krzyknął do współtowarzyszy, by szybko uciekali na dworzec i tam na niego poczekali. Nikt nie miał zamiaru przeciwstawiać się tej decyzji. Indiana kucnął przy oknie i zerkał do środka pokoju. Nagle zobaczył jak drzwi się otwierają. Wbiegło dwóch mężczyzn z karabinami i bez żadnego zastanowienia zaczęło opróżniać magazynki. Jones poczekał na moment, gdy skończą się im naboje. Wtedy szybko wycelował w jednego napastnika i powalił go na ziemię. Drugi zdążył uciec przez drzwi. Indy nie miał zamiaru walczyć Webleyem przeciw karabinowi, tym bardziej, iż nie wiedział czy nie ma więcej napastników. Szybko zaczął więc biec w stronę dworca. Droga prowadziła przez wąskie uliczki bazaru i Jones miał do pokonania kilkaset metrów. Zdążył dobiec do bazaru gdzie przebywał jeszcze spory tłum klientów. Wtedy usłyszał strzały. Rzucił się na ziemię. Panika wśród tłumu pomogła ukryć się Indy'emu, który już bez większych problemów dotarł na dworzec.
    Na dworcu czekali już oczywiście Fowlett i Douglas. Indy wiedział, że nie można już myśleć o powrocie do hotelu.
    - Musimy zostawić cały sprzęt. Wyślę stąd depeszę do O'Connela, który wyśle nam sprzęt do Kairu. Fowlett, kup bilety na pociąg - zakomenderował Indy.
    Ostatni pociąg do Kairu odjeżdżał tego dnia o 22:00 czasu miejscowego. Po kilku godzinach oczekiwania zmniejszona ekspedycja wyruszyła w kolejny etap podróży.


Rozdział III
Klucz

    Po nocnej podróży Indy był zmęczony. Nie zamierzał jednak tracić czasu na odpoczynek. Z samego rana razem z Douglasem wyruszył do biblioteki aleksandryjskiej, założonej niegdyś przez samego Aleksandra Wielkiego. Doktor Fowlett miał znaleźć jakiś hotel.
    Po dotarciu do biblioteki archeolodzy zaczęli szukać informacji na temat Królowej Sary i Króla Pernokliusa. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach profesor Douglas przywołał do siebie Indy'ego.
    - Znalazłem coś o Królestwie Ethers. Tu także jest opis przekazania daru dla Kleopatry od Pernokliusa, ale nie ma nic o miejscu ukrycia artefaktu.
    - Musimy szukać czegoś o Kleopatrze, może zostawiła jakieś pamiętniki.
    - Tu nic takiego nie ma.
    - A może w pamiętnikach Juliusza Cezara coś znajdziemy, w końcu niejednokrotnie odwiedzał Kleopatrę w Egipcie?
    - Warto to sprawdzić.
    Indy poprosił bibliotekarza o pamiętniki Juliusza Cezara.
    - W tej bibliotece znajduje się tylko jeden oryginalny tekst Gajusa Cezara.
    - To proszę go pokazać.
    Doktor Jones znał łacinę doskonale, toteż nie sprawiło mu wielkiego problemu odczytanie tekstu. Indiana znalazł wzmiankę o darze jakiegoś mało ważnego króla dla Kleopatry.
    "Jakiś władca nazywający się królem dał Kleopatrze złoty sztylecik, nic wielkiego, takich to ja mam tysiące. Sztylet ten moja ukochana odesłała do Aleksandrii, a później do Rzymu, gdyż Królowa bała się go stracić. Mówiła, że to klucz jakiś, brednie. Król ten chciał opieki Królowej Nilu, dobre sobie. Niedługo to ja Wielki Gajus Cezar Imperator Rzymu zaopiekuje się wszystkimi królestwami na świecie".
    - Profesorze Douglas, proszę to przeczytać - rzekł Indy.
    - Ciekawe, ciekawe, ten sztylet musiał być jakimś kluczem, tylko do czego?
    - Być może wiedziała o tym tylko Kleopatra.
    - I Pernoklius.
    - Może dowiemy się czegoś więcej w Rzymie, Pojedziemy tam jutro rano. A teraz wracajmy do hotelu.
    - Ja nie pojadę z Wami. Nie powinienem opuszczać Afryki. Jeżeli jednak się czegoś więcej dowiesz to mnie poinformuj, dobrze? - rzekł z uśmiechem Douglas.
    - Oczywiście - odpowiedział Jones.
    Następnego ranka ekspedycja się zmniejszyła. Profesor Douglas wyjechał do Chartum, Indiana Jones natomiast wraz z doktorem Fowlettem popłynęli promem do stolicy Imperium Romanum.


Rozdział IV
Brama do Skarbu

    - Fowlett od czego zaczniemy?
    - Trzeba poszukać w bibliotece rzymskiej, może coś dałoby się znaleźć w Watykanie. Trzeba też koniecznie sprawdzić archiwa Senatu rzymskiego.
    - A co myślisz o Marku Antoniuszu, w końcu to następny mąż Kleopatry, mógł coś wiedzieć o sztylecie.
    - Prawda.
    - Gdzie można znaleźć archiwa senackie?
    - Prawdopodobnie w Muzeum Narodowym.
    - Więc zajmij się tym, ja natomiast poszukam w bibliotece.
    Indiana Jones udał się do biblioteki rzymskiej. Była to jedna z największych bibliotek w Europie. Doktor Jones zaczął poszukiwania od tekstów Juliusza Cezara, jednak nie znalazł tam nic ciekawego. Następnie przeszukał prace historyków o Egipcie, ale nie było tam żadnej wzmianki o Królestwie Ethers. Zabrał się w końcu za biografie Kleopatry i jej mężów. Dopiero w tekście o Marku Antoniuszu Indiana znalazł wzmiankę o darze króla z południa. Nie było tu nazwy Ethers czy Pernoklius, ale opis ceremonii przekazania daru był zbliżony do opisu zawartego w innych manuskryptach.
    "Marek Aureliusz wydobył ze skarbca Gajusa Cezara niewielki sztylet, dar Króla Południa dla Kleopatry (...) Aureliusz nie rozstawał się z tym sztyletem. Na dworze chodziły pogłoski jakoby sprzymierzył się z Kleopatrą w walce przeciwko Oktawianowi, gdyż jego żona w posagu obiecała mu wielki skarb, do którego kluczem miał być ten sztylet, jednak miała zdradził miejsce skarbu po zagwarantowaniu wolności jej Egiptu."
    Indy po wyjściu z biblioteki postanowił spotkać się z Fowlettem, skierował się więc ku muzeum Narodowego. Gry Indy był przed samymi drzwiami muzeum, Fowlett właśnie z niego wychodził.
    - Chodźmy do restauracji, widziałem tu jakąś niedaleko.
    - Dobrze.
    Restauracja nazywała się "Di Giotto". W środku znajdowało się kilka stolików przy każdy cztery krzesła. Do siedzących wykładowców szybko podszedł kelner.
    - Co panom podać- zapytał.
    - A co szef poleca?
    - Nie wiem co szef, ale ja mogę polecić rybę sycylijską i białe wino "Torino".
    -Dobrze, poprosimy.
    Po odejściu kelnera Indy zapytał Fowletta:
    - I co znalazłeś coś ciekawego?
    - Jedyną wzmianką o sztylecie jest dialog Marka Antoniusza z Senatorami:
    "- Będziecie mieli skarb, tylko nie wypowiadajcie wojny Egiptowi.
    - Gdzie ten skarb?
    - Nad jeziorem Tiana Hayk w mieście Bahir Dar, tam jest posąg Królowej Kleopatry, a ja mam klucz.
    - Brednie! Będziemy walczyć z Egiptem!"

    - Marek Antoniusz stanął po stronie Kleopatry i w walce z Oktawianem Augustem przegrał - rzekł Fowlett - i tak skarb został zapomniany.
    - Wspaniale - odpowiedział Indy - to musi być to! Jedziemy do Bahir Dar. Promem do Kairu, a stamtąd powinien być jeszcze dzisiaj pociąg do Addis Abeba, później zobaczymy co dalej!


Rozdział V
Kolejne Spotkanie

    Dwuosobowa ekspedycja dotarła bez problemów promem do stolicy Egiptu. Później udali się na dworzec. Pociąg miał odjechać za kilka godzin. Indiana Jones nie miał jednak zamiaru opuszczać dworca. Wolał odpocząć. Na dworcu znajdowało się kilka osób. Jakieś młode małżeństwo, najpewniej turyści, dwóch miejscowych mężczyzn i osoba odpowiadająca za porządek na dworcu. Indy wraz z doktorem Fowlettem siedzieli na końcu peronu. Jones miał stąd doskonały widok na wejście z dworca. Nagle zauważył trzech mężczyzn, którzy wchodzili przez wejście. Indy rozpoznał jednego z nich. To ten, któremu udało się uciec z pokoju Indy'ego w hotelu "Aperso".
    - Fowlett, to nasi rosyjscy przyjaciele, czyli nie opuścili miasta.
    - Zakryj twarz, ciebie na pewno rozpoznają.
    Na szczęście dla archeologów ten bandyta, który widział Indy'ego powiedział coś do swoich towarzyszy i cofnął się do wyjścia.
    - Jones co robimy? Idą na nasz peron, pewnie chcą jechać tym samym pociągiem.
    - Do odjazdu zostały jeszcze z dwie godziny. Wychodzimy z dworca, kupimy jakieś turbany i nowe ubrania i przyjdziemy przed samym odjazdem pociągu. Idź pierwszy i patrz czy nie będzie szedł trzeci komuch.
    - Dobrze!
    Fowlett ruszył pierwszy, Indy trzymał się kilka metrów za nim. Udało się opuścić dworzec bez spotkania z Rosjaninem.
    Dwóch mężczyzn ubranych w tradycyjne etiopskie szaty, z turbanami na głowie weszło na dworzec kolejowy w Addis Abeba. Pewnym krokiem weszli na peron, gdzie właśnie stał pociąg i wsiedli do ostatniego wagonu. Pociąg ten jechał do Bahir Dir.


Rozdział VI
Posąg Kleopatry

    Indy i Fowlett długo nie wysiadali z pociągu, czekali, aż peron się opróżni. Po kilkunastu minutach wysiedli uważnie obserwując napotykanych ludzi. Nigdzie nie spotkali Rosjan.
    Złapali rikszę, zdawało się, że w tym mieście nie ma taksówek. Bahir Dir było miastem przemysłowym, ale o tej porze, a była to już noc na ulicy nie sposób było kogoś ujrzeć. Jedynie osoby wracające z podróży jechały rikszami lub częściej podróżowały pieszo. Indy chciał jechać do najbliższego hotelu i choć kierowca nie znał angielskiego zdawało się, że od razu wiedział dokąd ma wieźć przyjezdnych. Widocznie nie często zdarzali się tu turyści, więc miasto oferowało tylko jeden hotel. Nie było tutaj luksusów, ale i ceny nie były wygórowane. Indy wraz z Fowlettem zajęli miejsce na pierwszym piętrze możliwie blisko schodów. Kiedy przybyli do hotelu zaczęło już świtać. Doktor Jones nie chciał tracić czasu. Mimo zmęczenia nie zamierzał kłaść się spać.
    Nazajutrz bohaterowie obudzili się przed południem. Zjedli śniadanie, które było wliczone w cenę. Indiana Jones chciał jak najszybciej odnaleźć skarb i wrócić do domu. Nie zamierzał zwiedzać miasta. Postanowił jak najszybciej skierować się do posągu Królowej Kleopatry. Nie wiedział jednak gdzie się on znajduje. Zdawało się, że nikt nie zna języka anielskiego, jednak Doktor Fowlett znał język arabski. Indiana Jones poprosił doktora Fowletta by ten zapytał się w recepcji hotelowej. Mimo tego, że arabski nie był językiem urzędowym w Etiopii część ludzi, szczególnie muzułmańska potrafiła posługiwać się tym językiem. W recepcji znajdowała się młoda kobieta, która na szczęście znała język. Fowlett jednak nie uzyskał żadnych przydatnych informacji. Recepcjonistka nie wiedziała o żadnym posągu. Co więcej okazało się, ze w tym mieście nie ma żadnej większej biblioteki ani muzeum. Jones postanowił udać się do centrum miasta. Podejrzewał, że taki posąg musiał znajdować się w ważnej i zabytkowej części miasta. Nie zamierzał jednak zostawiać Fowletta samego. Wiedział, że w tym mieście znajdują się Rosjanie.
    W Bahir Dir był jeden hotel toteż nie sprawiło by im problemu znalezienie Amerykanina czy Europejczyka. Po wyjściu z hotelu dwójka archeologów poszła główną ulicą w kierunku wieży. Podejrzewali, że to może być centrum miasta. Nie mylili się. Wieża była miejskim ratuszem, gdzie znajdowała się siedziba królewskiego namiestnika. Nieopodal wieży znajdowała się fontanna. Niedaleko jej stał niezwykle stary budynek z wielkim krzyżem na drzwiach. Zainteresowało to Jonesa postanowił wejść do środka. Okazało się, że drzwi są otwarte. W środku znajdował się duchowny kościoła koptyjskiego. Ubrany w barwne szaty liturgiczne ksiądz ze zdziwieniem spoglądał na przybyszy. Okazało się, że znał łacinę toteż Indy mógł się z nim porozumieć. Duchowny miał na imię Mer Sab. Indy zapytał duchownego o króla Pernokliusa, Królestwo Ethers i posąg Kleopatry. Ksiądz doskonale znał temat. Powiedział, że jest to tradycyjna legend
    a przekazywana z pokolnia na pokolenia (w kościele koptyjskim nie obowiązuje celibat). Ksiądz Sab powiedział, że posąg Kleopatry znajduje się w podziemiach kościoła. Indy'ego zdziwiło to, że Mer bez żadnych oporów opowiedział o tym obcym ludziom. Co więcej chętnie otworzył bramę do podziemi. Widocznie posąg nie stanowił tutaj żadnej tajemnicy. Indiana wraz z Fowlettem zeszli po krętych schodach. Na dole stał korytarz wyłożony kamiennymi cegłami. Po bokach tunelu znajdowały się nisze, w których były się grobowce. To zapewne tu były chowane rodziny duchownych. Na końcu tunelu znajdowała się duże, jasna komnata. Światło pochodziło z zapalonych pochodni. Indy zadał sobie pytanie "Czyżby te pochodnie paliły się cały czas?". Na środku komnaty stał posąg Kleopatry. Był to kamienny posąg wspaniale zachowany. Indy obszedł go dookoła. Z tyłu głowy znajdował się otwór.
    - Tutaj jest miejsce na sztylet- rzekł Indy do Fowletta - tylko gdzie on jest?
    - Zapytajmy duchownego Saba.
    Indy wrócił do świątyni i zapytał Mera Saba o sztylet.
    Mer Sab chętnie zaczął swoje opowiadanie:
    - Sztylet znajdował się w rękach Marka Antoniusza, po przegranej wojsk egipsko-rzymskich z wojskami Oktawiana, klucz miała Kleopatra. Przed samobójstwem przekazała go jednemu z egipskich kapłanów. Sztylet ten był przekazywany w tym rodzie z pokolenia na pokolenie. W I wieku ród ten przyjął chrześcijaństwo i uzyskał tytuł Patriarchy Antiochii. Jednak później po zajęciu Antiochii przez muzułmańskich Arabów, Mer Helius, ówczesny Patriarcha przekazał sztylet swojemu synowi, który przyjechał tutaj. To był mój przodek.
    - Czyli teraz ty masz ten sztylet.
    - Tak. Legenda głosiła, że przyjedzie tu człowiek z daleka i będzie wiedział co zrobić z tym sztyletem. Czy wiesz co z nim zrobić? - z uśmiechem na twarzy zapytał Mer Sab.
    -Obawiam się, że tak - odpowiedział Indy nie kryjąc rozbawienia.
    Indy otrzymał złoty sztylet. Rękojeść była wysadzana przepięknymi kamieniami. Do tego sztylet był niezwykle ciężki.
    Indiana niezwłocznie postanowił użyć klucza-sztyletu. Zszedł tymi samymi krętymi schodami, doszedł do komnaty z posągiem i wsadził sztylet w otwór z tyłu głowy. Nagle posąg zaczął się trząść, odpadła głowa i rozbiła się o podłogę, następnie runął cały posąg. W ziemi powstał otwór, sztyletu nie było, widocznie wpadł do nowopowstałej dziury. Indy wziął kamień i rzucił w otwór, po długim czasie dało się słyszeć zduszony dźwięk roztrzaskującego się kamienia. Zdezorientowany Jones zaczął wątpić w prawdziwość skarbu. Nagle jego oczom ukazał się błyszczący przedmiot ukryty w gruzach posągu. Indy szybko wziął go do ręki. Była to złota szkatuła. Indiana szybko ją otworzył. W środku znalazł bardzo podobny sztylet jaki miał okazję oglądać wcześniej, tyle że ten był większy i miał więcej drogocennych kamieni w rękojeści. Oprócz sztyletu w szkatułce znajdował manuskrypt. Indy przekazał dokument Fowlettowi. Ten szybko rozszyfrował staro arabskie litery. Tekst opowiadał pełną historię Królestwa Ethers od pierwszej Królowej Sary do ostatniego, jak się później okazało króla Pernokliusa. Bo Królestwo Ethers nie zdołało się obronić przed najazdem plemion arabskich.
    "Niepokoją mnie ataki niecywilizowanych plemion, które grabią moje ziemie. Nie mam potomków. Jestem już stary. Co się stanie z moim Królestwem po mojej śmieci. Któż to może wiedzieć."
    Indiana postanowił wracać już do Stanów. Zabrał szkatułkę, pożegnał się z księdzem Merem Sabem, który o dziwo nie rościł pretensji do szkatułki, ani jej zawartości. Jones postanowił udać się na peron, kupić bilety na najbliższy pociąg do stolicy, a później ewentualnie wrócić do hotelu po bagaże. Okazało się jednak, ze najbliższy pociąg będzie następnego dnia w południe.
    - Fowlett niestety musimy tu spędzić noc - rzekł Indy.
    - Jak mus to mus.
    Razem wrócili do hotelu. Zmęczeni nocną podróży do tego miasta i i przygodami z posągiem obaj szybko zasnęli. Indy'ego obudziły krzyki, jak się okazało krzyki Fowletta. Na podwórku było już jasno.
    - Co się dzieje!
    - Zabrali, zabrali wszystko - krzyczał zrozpaczony Antony Fowlett.
    - Dobrze, że żyjemy - sarkastycznie odpowiedział Indiana Jones.


Rozdział VII
Odzyskanie Skarbu

    Indiana Jones nie wiedział gdzie poszukiwać złodziei. Postanowił zapytać się na dworcu czy nie widziano obcokrajowców odjeżdżających pociągiem. A że nie znał języka miał kolejne zadanie dla Fowletta. Antony Fowlett po rozmowie z kasjerką usłyszał, że dzisiaj nie odjeżdżał żaden pociąg, a najbliższy w południe wyjedzie do stolicy. Jones wiedział, że komuniści przyjechali do miasta pociągiem, podejrzewał więc taką samą drogę powrotną. Postanowił znowu zasrosować fortel z turbanem i strojem. Indiana się nie mylił. Przebrani Indy i Antony nakryli złodziei wsiadających do pociągu. Sami postanowili wsiąść do innego wagonu. W Addis Abeba Jones i Fowlett śledzili Rosjan. Zamaskowani nie rzucali się w oczy. Okazało się, że Rosjanie chcą wsiąść na rosyjski tankowiec. Indy postanowił porozmawiać z kapitanem, który przebywał sam w portowej knajpie. Udało mu się załatwić "bilet" na podróż w maszynowni. Uzyskał także informacje o trzech Rosjanach. Byli to agenci KGB, wysłani przez samego Wodza w nieznanym kapitanowi celu. Statek płynął do Moskwy, toteż Indy postanowił przechwycić artefakt na statku. Wiedział, ze w stolicy Związku Radzieckiego nie będzie miał najmniejszych szans. Nie chciał jednak zabierać ze sobą Fowletta. Ryzyko było zbyt dużo. A doktor Fowlett nie był przyzwyczajony do takiego natłoku przygód. Fowlett miał wrócić do Stanów i poinformować Ministra O'Connela o przebiegu akcji. Statek wypływał jeszcze tego wieczoru. Indy wziął ze sobą jedynie najbardziej potrzebny sprzęt bat, webleya i linę, tak na wszelki wypadek.
    Indy w maszynowni spędził pierwszą noc wyprawy. Kapitan jeszcze na lądzie przewidywał podróż na około dwa tygodnie, więc Indy nie musiał się śpieszyć z akcją odbicia artefaktu. Maszynownia znajdowała się na samym dole statku. Prowadziły do niej tylko jedne drzwi. Oprócz kapitana o obecności Indy'ego wiedziało jedynie dwóch marynarzy-mechaników, którzy cały dzień przebywali w maszynowni.
    Następnego wieczoru Indy wyszedł rozejrzeć się po statku. Naliczył 9 ludzi załogi. Nie spotkał natomiast żadnego z KGBowców. Indy zauważył schody na górę do sterowni i drzwi. Musiały one prowadzić do kajut. Indiana postanowił to sprawdzić. Za drzwiami znajdował się korytarz. Były tam kolejne drzwi i schody. Drzwi te były otwarte i znajdowała się tam kuchnia. Schody prowadziły na dół. Indy cicho zszedł po nich i ujrzał kolejny korytarz. Ten był jednak zakończony wielkimi drzwiami. Po obu stronach korytarza znajdowało się wiele drzwi. Zapewne to tu nocowała załoga. Jones postanowił sprawdzić duże drzwi. Podejrzewał, że w nocy nie powinno tam nikogo być. Drzwi okazały się otwarte. W pokoju znajdowało się biurko z papierami. Po bokach stały dwie szafy. W jednej znajdowała się sterta papierów, druga była prawie pusta. Doktor Jones postanowił wrócić do maszynowni. Następnego dnia tankowiec przybył do portu. Jones nie wiedział co to za port. Spytał więc mechaników. Okazało się, że jest to Bombaj. Mechanicy powiedzieli, że statek będzie się jeszcze zatrzymywał w Władywostoku, Leningradzie i Moskwie. Indy postanowił wykraść artefakt jeszcze przed Władywostokiem, tam uciec ze statku, stamtąd pojechać do Moskwy koleją transsyberyjską i stamtąd uciec samolotem do Berlina. Indiana Jones wiedział, że do Władywostoku zostało jeszcze kilka dni rejsu. Nie mógł zabrać sztyletu zbyt wcześnie, bo gdyby zniknięcie artefaktu zostało wykryte, wszelkie podejrzenia padły by na niego i Rosjanie szybko załatwiliby Amerykanina. Gdy Indy dowiedział się od mechaników, że do portu we Władywostoku powinni dopłynąć nie później niż nazajutrz, Jones miał zamiar zacząć działać. Następnej nocy dzielny archeolog znowu przeszedł przez drzwi, później korytarzem, schodami w dół, następnym korytarzem do końca i przez wielkie drzwi.
    Panna Natasha, sekretarka kapitana i jedyna kobieta na statku, właśnie porządkowała dokumenty na biurku kapitana. Nagle poczuła lufę pistoletu na plecach. Indy całą noc przesiedział w pustej szafie. Gdy usłyszał hałas w gabinecie postanowił opuścić kryjówkę.
    - Gdzie jest złota szkatułka? - krzyknął Indy do kobiety po rosyjsku.
    - Nie wiem, nie widziałam nic takiego - odrzekła przerażona kobieta.
    - Zaraz się dowiesz - Indy odbezpieczył rewolwer.
    - Przysięgam, nie widziałam - z płaczem krzyknęła kobieta.
    Nagle drzwi się otworzyły. Stał w nich wysoki blondyn. Okazało się, że był to drugi kapitan. Indy szybko przeniósł lufę pistoletu na mężczyznę i krzyknął:
    - Gdzie jest złoto?
    - Jakie złoto?
    - Złota skrzynka - rozwścieczony krzyknął Jones.
    - W pokoju obok. Pierwsze drzwi na lewo - krzyknął zastraszony kapitan.
    - Dawaj klucz albo oboje zginiecie.
    - Kapitan posłusznie oddał klucz do pokoju KGBowców.
    - Odwróć się - krzyknął Indiana do II kapitana, a następnie mocno uderzył go w kark. Mężczyzna osunął się nie ziemię. Jones ostrzegł kobietę przed próbą wniesienia alarmu.
    - Idziemy do pokoju - powiedział Indy.
    Sekretarka ostrożnie otworzyła drzwi, następnie wzięła klucz od Indy'ego i otworzyła drzwi do kajuty rosyjskich agentów. Nikogo w niej nie było. Na stole leżała złota szkatułka. Indy sprawdził czy w środku znajduje się sztylet i manuskrypt. Wszystko było na swoim miejscu.
    Doktor Indiana Jones postanowił poczekać w kajucie do czasu przybycia do portu. Po około godzinie statek zatrzymał się na wodach Władywostockiego portu. Indiana przystawił pistolet do pleców kobiety i powiedział do niej by go prowadziła do drzwi wyjściowych. Na korytarzu było pusto. Kobieta otworzyła drzwi wyjściowe na pokład i powiedziała do archeologa, że nikogo nie ma na pokładzie. Widocznie wszyscy poszli do knajpy w porcie. Indy szybko opuścił statek i pobiegł w nieznanym mu kierunku odnalazł pierwszą klatkę schodową najbliższej kamienicy, wbiegł na sama górę i postanowił przeczekać tu do wieczora. Wiedział, że wszyscy podejrzewają, że Jones będzie chciał pojechać pociągiem do Moskwy. Podejrzewał, że tankowiec dzisiaj nie odpłynie, chyba że artefakt się znajdzie.
    Wieczorem, gdy niebo się ściemniło Indy postanowił opuścić kryjówkę. Postanowił wrócić na statek. Wiedział, że w pociągu nie będzie miał najmniejszych szans. Zakradł się w pobliże statku. Dostrzegł tylko jednego marynarza czyszczącego pokład. Jednak koło drzwi do maszynowni nie było nikogo, toteż Indy bez problemu dostał się do swojej wcześniejszej noclegowni. Nie było tam teraz mechaników. Jones położył się za maszynami. Po kilku godzinach Jones usłyszał jak znani mu mechanicy wchodzą do maszynowni. Nie zamierzał się im pokazywać. Niedługo po tym dało się odczuć ruch statku. Tankowiec ruszał. Mechanicy na szczęściem zostawiali picie i jedzenie w maszynowni, dlatego też Indiana miał skąd je podkradać. Po kilku dniach ukrywania się statek przybył do portu. Jones podsłuchał rozmowę mechaników, którzy mówili, że to Leningrad. Archeolog nie zamierzał płynąć do Moskwy wiedział, że tam będzie dużo bardziej niebezpiecznie. Na szczęście załoga statku jak zawsze w porcie opuściła pokład i udała się do pobliskiej knajpy. Bohater bez problemów opuścił port. Postanowił udać się na dworzec i poszukać jakiegoś pociągu do Polski czy NRD. Na bocznicy kolejowej znalazł pociąg przewożący jakieś części mechaniczne. Na lokomotywie widniał napis Berlin po rosyjsku. Doktor Jones wiedział już jak opuści Związek Radziecki.


Epilog

    Indiana Jones pociągiem dojechał do Berlina. Z radzieckiej części Berlina chciał dostać się do części amerykańskiej. Nie miał z tym wielkich problemów, gdyż posiadał jeszcze sporą gotówkę przy sobie. Stamtąd już bez problemu skorzystał z brytyjskich linii lotniczych by dolecieć do Londynu, skąd samolotem czarterowym udał się w ostatnią część podróży do Nowego Jorku.
    Po powrocie do Nowego Jorku Indiana Jones przekazał szkatułkę ze Sztyletem Króla Pernokliusa i manuskryptem do Muzeum Narodowego w Nowym Jorku. Semestr wiosenny miał się już ku końcowi, więc doktor Jones wrócił na Columbia University tylko po to by wystawić oceny i przeprowadzić egzaminy, czego najbardziej nie znosił. Dyrektor Muzeum Narodowego Marcus Brody miał już jednak dla Indiany Jonesa nowe wyzwanie. O czym dziarski archeolog miał się wkrótce dowiedzieć.

KONIEC


    Autor: Paweł Sławicki
© Publikacja za wiedzą i zgodą autora.
       Sonda
Jak oceniasz
tę stronę?


Bardzo dobra
Dobra
Może być
Kiepska
Beznadziejna
       Zagłosuj !


       Reklama



Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

       Nagrody


© Copyright 2001-2010 by Szuja. All rights reserved.