Indiana Jones Site
       Indy Site
 Newsy
 Forum
 Indiana Jones Wiki
 Bannery i buttony
 Linki
 Chcesz pomóc?
 Konkursy
 O stronie
 O autorze
 Mapa strony
 Kontakt
       Filmy
 Poszukiwacze
    Zaginionej Arki

 Świątynia Zagłady
 Ostatnia Krucjata
 Królestwo Kryształowej
    Czaszki

 Przygody młodego
    Indiany Jonesa

 Indy na DVD
       Gry
 Infernal Machine

 Recenzje
 Galeria
 Postacie
 Kody
 Solucja
 Last Crusade
 Fate of Atlantis
 Emperor's Tomb
       Książki
 Wydane w Polsce
 Wydane za granicą
       Komiksy
 Wydane w Polsce
 Wydane za granicą
       Publikacje
 Artykuły
 Wywiady
 Poradniki
       Fandom
 Galeria
 Filmy
 Opowiadania
 Kolekcje
 Fanklub
       Download
 Filmy
 Muzyka
 Tapety
 Napisy
 Ikony, kursory i czcionki
 Avatary

  Recenzje
    - Ocena: 9/10 , autor: Anakha - Recenzja #1
    - Ocena: 8/10 , autor: Wojciech "Spook" Sura - Recenzja #3
    - Ocena: 5/10 , autor: Jakub Cieślak - Recenzja #2
Recenzja #1
Piątek, 27 września 2002

    LucasArts. Już sam ten wyraz, wymieniony przed tytułem gry, wywołuje u rzeszy graczy na całym świecie co najmniej zainteresowanie. Chłopaki z LucasArts wydają gry dość rzadko, ale kiedy już jakąś wypuszczą na rynek, natychmiast staje się ona wielkim wydarzeniem w światku komputerowym. O zasadności powyższego stwierdzenia nie należy z pewnością przekonywać wielbicieli sagi "Star Wars", tudzież miłośników przygodówek, dla których produkcje, takie jak "Maniac Mansion", "Zak McKracken" itd. to gry co najmniej genialne, nierzadko uzyskujące status gier kultowych.

    Na oddzielną i niepodzielną uwagę zasługuje tu seria obejmująca przygody niezwykłego archeologa z batem, Indiany Jonesa. Zaczęło się od filmu - Harrison Ford poszukiwał zaginionej Arki Przymierza, pokonując niesympatycznych nazistów, z którymi od tej pory mieć będzie nieustannie na pieńku. Potem były dwa następne - niezłomny archeolog ścierał się w Indiach z wyznawcami jakichś mrocznych hinduskich bogów, a następnie zajął się poszukiwaniem Świętego Grilla...tfu! do licha! Świętego Graala, legendarnego naczynia, do którego szlachetny Józef z Arymatei zebrał pod Krzyżem krew Zbawiciela. Oczywiście twórcy programów komputerowych nie popuścili i powstała gra komputerowa - doskonała przygodówka - "Indiana Jones and the Last Crusade". Drugi w kolejności film skwitowała firma pojawieniem się gry typu arcade, która przeszła bez większego echa. Rewelacją natomiast okazała się część trzecia - "Indiana Jones and the Fate of Atlantis". Podobno Lucas nosił się z zamiarem nakręcenia filmu, ale ze względu na spodziewane koszta (oraz niechęć Harrisona Forda do ponownego wcielenia się w Indianę) spuścił z tonu, zadowalając się zawarciem dotyczących scenariusza pomysłów w grze. Ta zaś okazała się znakomita - i zawsze ją stawiam jako przykład gry doskonałej - przede wszystkim ze względu na niespotykane, jak na owe czasy nowatorstwo rozwiązań.

    Rozpisuję się o tym tak szeroko, bo niewielu gier oczekiwałem z taką niecierpliwością, jak kolejnej wersji przygód niezłomnego archeologa. (Godzi się jeszcze wspomnieć, że popularność stworzonej przez siebie postaci Lucas zdyskontował, tworząc serial o przygodach młodego Indiany Jonesa, z którego wynika, że żadne ważniejsze wydarzenie z początku XX-go wieku nie obeszło się bez obecności młodego, przedsiębiorczego Amerykanina). Ostatnio jednak, firma postanowiła poszerzyć swoją ofertę o inne gatunki gier, czego efektem jest - po wyśmienitym "The Curse of Monkey Island" - totalna posucha przygodówek z tej stajni. Dlatego do euforii doprowadziła mnie wiadomość o rozpoczęciu prac nad kolejną częścią przygód dr Jonesa. Euforia minęła, kiedy rzuciłem okiem na pierwsze konkretne screeny z gry. Zdraaada! To nie przygodówka - zaryczałem jak ranny niedźwiedź. Jako, że pomiędzy deklaracją o powstaniu, a ukończeniem gry, w tym przypadku, minęło wyjątkowo dużo czasu, o całym incydencie zdążyłem już niemal zapomnieć. W międzyczasie miałem niesmaczny przykład, co można zrobić z przygodówką, kiedy twórca chce, aby zadowoliła każdego ("King's Quest VIII"). Kiedy więc wręczono mi pudełko z "Piekielną Machiną", miałem mieszane uczucia - jak uczeń na pogrzebie nauczycielki od matmy.

    Prawdę powiedziawszy, wprowadzenie do gry trochę rozczarowuje. Żadnych fajerwerków i przepięknych animacji, choć wykonanie solidne. Z kolejnych gazet dowiadujemy się o pierwszej udanej próbie broni nuklearnej, dokonanej przez Amerykanów na pustyni Alamogordo oraz zakończeniu drugiej wojny światowej. Akcja gry rozpoczyna się w 1947 roku, gdzieś na pustyni w północno-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Nasz niezłomny bohater bada kolejne ruiny. Cóż jednak może jeszcze zaciekawić takiego asa, który ma na koncie takie osiągnięcia, jak znalezienie Arki Przymierza, Świętego Graala czy Atlantydy? Okazuje się, że etap ten w sumie słuzy do zapoznania się ze sterowaniem oraz możliwościami akrobatycznymi Juniora.

    Kamera powoli opuszcza się do kanionu i zaczynamy grę. W tym momencie wielbiciele przygodówek dostają mentalnego kopa, bo oto w pełnej krasie widać zmiany wprowadzone do gry. Wprawdzie od dłuższego czasu wiadomo było, że z tradycyjnej przygodówki nici, jednakże zawsze można było mieć choćby cień nadziei. Ta niestety w tym momencie pryska. Kolejna część przygód doktora Jonesa to ni mniej, ni więcej jak gra akcji w 3D, czerpiąca pełnymi garściami z trylogii gier "Tomb Raider". Jest w tym swego rodzaju paradoks. To Indiana Jones uczynił z archeologii niemalże sport ekstremalny. Zaprzeczając swą budową i humorem tradycyjnemu wizerunkowi chuderlawego pana, który z miotełką od kurzu i lupą studiował kawałki połamanych garnków, Indy biegał, skakał, uciekał przed gigantycznymi kamiennymi kulami, uprzykrzał życie nazistom swoim wszechstronnym biczem, odkrywał największe zagadki tego świata i w ogóle wiódł życie wielce ekscytujące. Można zaryzykować stwierdzenie, że pomysł na Larę Croft zrodził się właśnie z cyklu filmów o Indym, zaś zmiana płci podyktowana była marketingiem oraz faktem, że archeolog z dużym biustem budziłby uzasadnioną sensację :). Paradoks polega na tym, że teraz gra o niesfornym archeologu zaczęła się wzorować na swoim naśladowcy!

    I tak, nasz bohater odziedziczył rozmaite umiejętności ponętnej pani archeolog. Potrafi biegać, przeskakiwać duże rozpadliny, dramatycznie chwytając za krawędź (zawsze w ostatnim momencie) i podciągając do góry, turlać się na wszystkie strony, czołgać, przesuwać bloki skalne, strzelać i pływać. No i ma swój słynny bicz. Jest to oczywiście ostatnie słowo do obrony, spełnia on jednak i bardzo pożyteczną rolę w poruszaniu się. Przy jego pomocy możesz, z akompaniamentem kultowej trąbki (tamtaramtam - tamtara...), przeskakiwać jeszcze większe rozpadliny albo wspinać się do góry. Musisz tylko znaleźć odpowiedni występ skalny. Kiedy wyciągniesz bicz i podejdziesz do odpowiedniego miejsca, kamera zmieni perspektywę, sygnalizując możliwość skoku. Ponadto, biczem możesz przełączać znajdujące się poza twoim zasięgiem dźwignie lub, jeżeli jesteś pacyfistą, możesz używać go do rozbrajania strażników na odległość, choć tego sposobu nie polecam i to z kilku powodów. Po pierwsze, żołdakowi i tak w mordę dać trzeba (no chyba, że jesteś zwolennikiem równych szans - wtedy możesz go po prostu zastrzelić). Po drugie krążą oni zazwyczaj większymi grupami; kiedy ty bawisz się biczem, drugi pewnie grzeje w ciebie na całego. Last but not least, jest i ten powód, że są to wstrętni żołdacy z KGB, a wobec nich nie wolno stosować żadnej taryfy ulgowej.

    Z tymi strażnikami trochę wyprzedziłem rozwój wypadków. Po dotarciu do celu pierwszego etapu, zniesmaczony Indy znajduje tam tylko kilka potłuczonych skorup. Na szczęście, do obozowiska przylatuje niewielkim helikopterkiem jego stara przyjaciółka (i nie tylko zresztą), Sophia Hapgood. Okazuje się, że rezolutna dziewczyna zatrudniła się we właśnie powstającej Centralnej Agencji Wywiadowczej. Sophia informuje Indy'ego o rosnącej potędze Związku Radzieckiego oraz o dziwnym zainteresowaniu niejakiego doktora Giennadija Wołodnikowa (Volodnikowa) ruinami Wieży Babel. CIA podejrzewa, że komuniści szukają tam jakiejś potężnej broni (wobec której bombę atomową można porównać do petardy), jaką rzekomo mieli skonstruować Babilończycy. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że domysły nie okazały się dalekie od prawdy. Babilończycy czcili bóstwo o nazwie Marduk. Skonstruowali tytułową Piekielną Machinę, która otwierała przejście między wymiarami do świata zwanego Aetherium, gdzie żył ów jegomość - i jeżeli Marduk zyska możliwość przedarcia się do naszego świata, to ogólnie będzie pochyło. Po wydarzeniach wiadomych z Biblii, czterej kapłani zabrali po jednej kluczowej części i czmychnęli na wszystkie strony świata. Ponieważ wizja komunistów dogadujących się z bogiem przeraża szefów CIA (choć prawdę rzekłszy, jest to koncepcja dość karkołomna), Indy zostaje zobowiązany do zdobycia wszystkich czterech części przed dziarskimi czerwonoarmistami.

    Czerwoni też mają w tej sprawie coś do powiedzenia. Dla podniesienia - i wyrównania - temperatury dyskusji, naszego bohatera wyposażono w szeroki asortyment broni nie tylko palnej, poczynając od bicza i starego dobrego colta kaliber .45 (do którego amunicja jest nieograniczona), poprzez szybkostrzelne spluwy, karabiny i strzelby, na rakietnicach, granatach i maczetach kończąc. Tu mała dygresja. Pamiętacie te stare dobre numery z "Ostatniej Krucjaty", czy "Atlantydy", kiedy trzeba było stawać na głowie, aby przekupstwem, gładką gadką lub podstępem przejść kolejnego nazistę? Tu takich dylematów mieć nie będziecie (widocznie zniesiono okres ochronny na Czerwonego Zwierza). Szybki wypad zza rogu i seria z karabinu rozwiązują sprawę definitywnie. Programiści z LucasArts zrobili nam z Indiany Jonesa ni mniej, ni więcej tylko Rambo skrzyżowanego z Jumbo, który przez posterunek graniczny w Kazachstanie przechodzi jak ciepły nóż przez masło, zostawiając za sobą tylko trupy żołnierzy radzieckich (facet chyba zdecydowanie nie lubi systemów totalitarnych). Tylko gdzie tu dawna finezja? Dobrze chociaż, że nie można wysadzać budynków w powietrze.

    Oprócz armii radzieckiej, życie będzie nam też uprzykrzać zamieszkująca dany teren fauna. Węże (w tym pokaźnych rozmiarów kobry), skorpiony, jadowite pająki, rekiny, piranie, wilki - wszystkie te paskudztwa będą chciały wcześniej czy później dopaść archeologa, całego archeologa i tylko archeologa - bądź jego kawałek. A to jeszcze nie koniec. Każda część Piekielnej Machiny jest strzeżona przez potwora nie z tej ziemi (dosłownie). Spotkanie z nim zwiastują jego pomniejsi pomocnicy, z których wyglądu można wnioskować, co czeka nas na samym końcu tego etapu (to samo, tyle że znacznie większe, silniejsze i bardziej zaciekłe). W karcie dań mamy więc lodowego golema, pokaźną kupę lawy obdarzoną inteligencją, gigantycznego robota z brązu, tudzież nie ustępującego mu rozmiarem węża Quetzalcoatla. Walka z owymi potworami jest prowadzona w świetnej scenerii, tzn. nie jest tak, że stoimy na środku pustego placu i strzelamy z najlepszej giwery, a potwór odpowiada nam pięknym za nadobne; najpierw trzeba się trochę nabiegać i naskakać, aby nagrać odpowiednią sytuację - cały czas mając na karku sprytną bestię.

    Gra w sumie liczy 17 etapów, podczas których przyjdzie ci zwiedzać najrozmaitsze strefy klimatyczne - od lodowych pustkowi Tybetu i Kazachstanu, po tropikalne dżungle Filipin. Każdy poziom to inna grafika - a godzi się rzec, że chłopcy z LucasArts nieźle się postarali. Wprawdzie gra została zrobiona na engine "Jedi Knight" (!), lecz został on w bardzo dalekim stopniu usprawniony. Poziomy są rozległe, zaś ich ogólna kompozycja po prostu urzeka. Dochodząc do niektórych lokacji, nic nie robiłem przez dłuższą chwilę, tylko podziwiałem widoki. Dawno już nie widziałem tak dobrze i pomysłowo zbudowanych poziomów. Aby się w tym wszystkim nie pogubić, wbudowano system podpowiedzi - nie posunięto się aż do tego, by ci pokazać, co masz zrobić, ale rzut oka na mapę podpowie ci, dokąd masz się udać, by uporać się z kolejną cząstką problemu. Choć większość trasy Indy pokonuje pieszo trafiają się odcinki, przypominające zręcznościówki typu arcade - nasz bohater prowadzi wagonik podziemnej kolejki (przypomina się druga część jego filmowych przygód), ponton po górskiej rzece i jeepa po dzikich bezdrożach. Tradycyjnych filmików przerywnikowych raczej tu nie uświadczymy, zdarza się za to dużo animacji samej gry, kiedy to komputer przejmuje kontrolę nad naszym bohaterem. W sumie wygląda to wszystko bardzo sprawnie. Jako ciekawostkę można wymienić, że kiedy nasz bohater zasłania nam dużą część ekranu (np. w sytuacji, kiedy znajduje się na niewielkiej przestrzeni), zmienia nam się perspektywa i zaczynamy widzieć jego oczami.

    Oprócz motywu przewodniego Johna Williamsa z "Poszukiwaczy Zaginionej Arki", który leci na początku gry oraz podczas ładowania się kolejnych etapów, jako takiej muzyki w grze nie ma. Szkoda, tym bardziej, że te krótkie fragmenty, które są odgrywane, kiedy Indy trafi do jakiegoś ważnego miejsca, mogłyby co bardziej wrażliwym złamać serce swym pięknem. Doskonała jest też oprawa dźwiękowa - świst wiatru, odgłosy kroków w katakumbach, doskonale zrobione dźwięki wystrzałów składają się na bardzo staranną oprawę akustyczną. Głos Indy'ego podkłada Doug Lee, ten sam, co w "Fate of Atlantis" - może to rozczarowuje wielbicieli Harrisona Forda, ale ten niestety wziąłby pewnie za tę przyjemność drugą taką sumę, jaka poszła na stworzenie tej gry. Doug Lee nie robi tego zresztą najlepiej - osobiście wolę, kiedy aktor wyraża głosem jakieś emocje. Lee doskonale byłby się nadał jako komentator pogody, ale...

    Tak jak w poprzednich grach z serii, masz tutaj IQ (Indy Quotient) - miernik punktowy twoich postępów w grze. Za ukończenie każdego etapu dostajesz określoną ilość punktów, od której odejmowane są kary za używanie podpowiedzi bądź też granie na poziomie trudnośći innym niż najtrudniejszy (im łatwiejszy, tym większ kara). Wybitny gracz powinien osiągnąć wynik w granicach 1000. Za to dodatkowe punkty możesz dostać odnajdując różne skarby. Na końcu każdego etapu trafiasz do sklepiku, w którym możesz wymienić je na apteczki, lecznicze zioła oraz magazynki do różnych rodzajów broni. Warto jednak zacisnąć pasa i uzbierać 2500$ na mapę, która daje ci dostęp do bonusowego etapu.

    Powiedzmy sobie tak. Jeżeli ktoś kupując program liczył tu na rewelacyjną, odkrywczą grę na miarę dwudziestego pierwszego wieku, to może być rozczarowany. Jednakże, dawno nie widziałem już gry, w której wszystkie elementy (nawet jeżeli są one zaczerpnięte z innych gier) sprzęgłyby się w jedną, harmonijną całość, jak to ma miejsce w przypadku "Piekielnej Machiny". Wszystko tu jest doprowadzone do perfekcji. Czy macie pojęcie, że przez cały czas przechodzenia kolejnych etapów (a trochę to trwało) gra ANI RAZU się nie zawiesiła? Poza tym, głownym bohaterem jest Indy, a w produkcji można znaleźć ślady magii G. Lucasa. W niektórych momentach gry mamy wrażenie, jakbyśmy grali główną rolę w intensywnym, pasjonującym filmie akcji, wyreżyserowanym przez owego jegomościa. Miłośnicy przygód zuchwałego archeologa z pewnością się nie zawiodą, odnajdując w niej jego umiejętność wychodzenia cało z najbardziej nieprawdopodobnych opresji, zgryźliwy humor, czy tę niepowtarzalną atmosferę, co sprawia, że grę się długo...

    Ocena: 9/10 , autor: Anakha
© CD-Action. Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikacja za wiedzą i zgodą redakcji. www.cdaction.com.pl
       Sonda
Która gra podobała ci się najbardziej?

Last Crusade
Fate of Atlantis
Infernal Machine
Emperor's Tomb
       Zagłosuj !


       Reklama



Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

       Nagrody


© Copyright 2001-2010 by Szuja. All rights reserved.